sam glam

Wpis

czwartek, 11 lipca 2013

sam glam - nie będzie ślubu i inne historie.

drzewiej miałam dwa ulubione tematy, o których często pisałam.

jednak moje uwielbienie nie wynikało ze szczerej miłości dla któregokolwiek

z nich.

pierwszy z nich to program "toddlers & tiara" - takie szybkie randki dla pedofilów.

a drugi to oczy-wiście rodzina kardashianów.

z całego stawu syfu wyłowiłam sobie te dwie perełki, bo moje życie jest tak szare,

że bez hejta dziennie czuję się niespełniona.

a po odwalonej pańszczyźnie zamieniam kamyk na biały.

 

poza tym, co ja mogę poradzić skoro oni sami... no sami włażą mi w gały.

kim ka zdaje się być tą, która najczęściej żebrze o ustawki z foto pstrykami

i która najczęściej gości w gazetach.

niestety niewiele gazet ma jaja, by napisać o niej szczerze.

zdarzają się kąśliwe teksty, ale tak rzadko.. jakby ich wcale nie było.

 

było więc, że kim urodzi, o ile nie nosi sztucznego brzucha, że weźmie ślub

z samozwańczym królem popu - kanye.

no i, że jak urodzi, to dzieciak dostanie dziwne imię.

 

i cóż, dzieciak jest, a przeciwko ślubowi tej dwójki drombo jest matka

rozwódki.

matka bowiem wie najlepiej, co będzie dobre dla rodziny, tfu, córki.

i to wcale nie obawa o utratę kontraktów ani o spadek popularności,

a szczera obawa przed tym, że ktoś ponownie ją zrani (córkę).

cała familia zgodnym chórem gęga o tym, jak niezwykłą moc

ma imię nowego potomka.

że północ to moc, a zachód to kapitalizm, rozwój i klasowość

bez ograniczeń przepływu.

jakoś mało w tym ojca north.

mimo niespójnych wypowiedzi o tym, że zdjęć nie sprzedamy!

a może sprzedamy? przecież jolie i pitt sprzedali.

też możemy sprzedać.

jesteśmy bardziej znani i hołubieni.

sprzedajmy!

nie! nie sprzedamy dziecka... tak od razu.

 

niemniej północny zachód ma zadatki na "drugą suri", bo nie wydaje mi się,

by rodzice mieli jakieś ograniczenia w temacie uszczęśliwienia progenitury.

ale patrząc na festyniarskie wyczucie stylu matki i potrzebę błyszczenia obojga rodziców,

może być, że mała zacznie mieć problemy żywieniowe już za kilka lat.

być może wzorem dzieci jordan north będzie malowana w skandynawskim stylu,

a na halloween pojawi się jako kleopatra niesiona w lektyce.

z doczepionymi rzęsami w zbyt ciężkiej tkaninie na wątłym ciałku.

 

o, i tak nie chcący doszłam do drugiego tematu.

bo dzieci przebrane za prostytutki mają szansę zrobienia kariery.

co łączy żury z "toddlers &..." z halloween?

otóż to, że wg usańskich statystyk najwięcej dzieci ginie podczas tego święta.

 

oczywiście north nigdy nie weźmie udziału w podobnym szoł, gdyż jest ono chyba specjalnie

skrojone dla redneck-ów i ich szczerbatych dzieciaków, których przemiana w sceniczne diwy

kosztuje tysiące dolców, a płacz po przegranej napycha kiermany terapeutów i aptekarzy.

i trwa to do następnego roku, do kolejnego występu i tak w koło macieju, aż okaże się,

że dziecko przestaje być dzieckiem, ergo nie ma dla niej miejsca za kulisami.

za to teraz może obserwować swoją młodszą siostrę pełzającą po scenie w sposób,

którego nie powstydziłaby się mistrzyni tańca na rurze.

a okrzyki dobiegające z widowni zachęcają księżniczkę do tym bardziej wysilonej

walki o podium.

na scenie nie bolą bowiem sztuczne rzęsy ani przedłużenia zębów, ani licówki,

ani lakier do włosów, który magicznie znalazł się w oczach i ustach.

liczy się szoł i postawa gwiazdy.

 

co znowuż pozwala mi na dygresję.

udajmy się w głąb historii i przypomnijmy sobie jak to śmiesznie się ona toczy.

kiedyż to było, ach, kiedyż?

gdy władze usa zdecydowały o przymusowym kastrowaniu imigrantów?

pewnym jest, że ówcześnie czarni mogli siadać wyłącznie z tyłu pojazdów.

w każdym razie okazuje się, że stare, ale jare, więc można przywołać dobrą tradycję

sterylizacji nieświadomych tego obywateli.

jeno tym razem nie dzieje się to w portach, a w więzieniach w kalifornii.

setki nieświadomych więźniarek zostały pozbawione szansy na posiadanie dziecka.

bez ich zgody zakłady penitencjarne rozpoczęły krucjatę przeciwko patologizowaniu się

społeczeństwa. w końcu cóż może dziecku zaproponować matka żyjąca w getcie?

mająca odsiadki za sobą, a przed sobą wizję śmierci z przedawkowania lub przepicia.

niby niewiele, ale przecież niektórzy wybijają się ponad dom.

nawet rapery-gangstery.

jak smutna byłaby scena "hip-hopowa" bez lil' wayne-a czy 50 centa?

ktoś inny wziąłby ich hajsy za album.

może wtedy muzyka nie spadłaby na psy tak szybko i tak boleśnie.

a tak, mamy możliwość przećwiczenia rzutu odtwarzaczem w dal.

 

ponoć mtv chce wrócić do puszczania muzyki.

ciekawe co na to nowe pokolenie wychowane w przeświadczeniu, że mtv to kanał

reality show. i, najważniejsze, co to ma być za muzyka.

albo więc redaktorzy powinni zacząć intensywne poszukiwania synonimu dla słowa "muzyka",

albo mtv chce wrócić na piedestał, z którego spadła niczym saruman z tym złym.

 

 

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
samglam
Czas publikacji:
czwartek, 11 lipca 2013 14:32

Polecane wpisy