sam glam

Wpis

środa, 19 czerwca 2013

sam glam - jak ugryźć depresję?

depresja, wiemy, to choroba przewlekła z różnymi fazami, z tendencją do rozwoju.

trochę jak roślina.

z tą różnicą, że deprechy lepiej nie podlewać ani do niej nie mówić.

bo, a nóż, zacznie rosnąć.

załóżmy jednak, że zaleczamy ją regularnie.

 

przebieg choroby wygląda jak sinusoida. raz jest lepiej, raz gorzej, czasem najgorzej

i trudno oddychać.

załóżmy teraz, że nastąpiła faza "trudno oddychać".

zwiększamy dawkę dropsów.

po kilku dniach zaczyna dziać się coś "dziwnego".

jest jakby lepiej. jakby łatwiej jest wstać i złożyć łóżko.

jakby trudniej skupić się na bagnie, w którym siedzę po uszy.

w zasadzie choruję już tak długo, że straciłam nadzieję na trwałą poprawę.

i ta większa dawka już nie jest taka zbawienna jak wcześniej, bo jak to?

nagle uśmiecham się do siebie. nagle wyjmuję lakier z szafy i konserwuję drewno.

i skrobię pokój ze starej farby, by "niekończący się" remont w końcu doprowadzić

na skraj przepaści i pyrgnąć nim i cieszyć się z bielutkiej i równiutkiej ściany.

i obmyślam plan dokończenia biblioteki w tej dekadzie.

rety, tyle rzeczy kotłuje mi się w głowie.

jak dzikie kundle, które widzą stos piłek i basen.

i już wiedzą - to będzie najlepsza zabawa "ever".

no to oswajam się z niejako nową głową.

łapy świeżbią: "rób, rób, rób".

olej zakwasy, wszak by im zapobiec najlepsza jest dalsza harówa.

pójdę więc na rower.

pojadę do śródmieścia, nawdycham się spalin, ramiona mi na czerwono zapłoną - głupie słońce.

i dojadę spocona, ale jakoś zadowolona.

 

może nawet wyniosę stos ciuchów do kosza na brudy.

może nawet pranie wstawię.

jak dziwnie, jak dziwnie ponownie czuć "chcenie".

jak dziwnie nie móc usiedzieć przed kompem, bo "robić, robić, robić".

 

może nawet (choć pewnie właśnie zapeszam) pojadę do tapicerów,

popytać, czy mnie nie przygarną na nauki.

szaleństwo.

nie myślę, że gdy ponownie wpadnę w szpony zwątpienia i beznadziei

ten śmiały plan wyda mi się, jak zwykle dotąd, nie do ogarnięcia.

że to takie czcze. i jeszcze stół czeka.

i tyle rzeczy do zrobienia.

 

kilkudniowa przerwa w pisaniu wywołana była chyba dostrajaniem tunera w głowie do nowej, lepszej mnie.

nie ważne, że to chwilowe (wiem, bo już to przerabiałam).

powinnam chwycić byka za rogi i działać, póki sił starcza.

 

zwątpienie jest wrogiem. rozmyślanie też nie pomaga.

ale nie usiedzę. jeśli tak dalej pójdzie to uda mi się rower przemalować, rozwiązać konflikt bliskowschodni.

zlikwidować głód i rozbroić debili.

 

małe kroki są do dupy. wolę rzucić się z głową w toń pomysłów i (prawie) realizacji.

a nóż coś z tego mi w końcu wyjdzie.

i pąsem zapłonę.

 

w końcu nie może być tylko źle.

odmiana jest przyjemna.

jak goethe napisać raczył:

"trwaj chwilo".. itd.

i jest to zdumiewająca zmiana, jako że do tej pory

nietzche z jego "jeśli wejrzysz w pustkę, ona wejrzy w ciebie" (trawestując),

był mi o wiele bliższy.

 

kolejnym objawem poprawy jest moja słodka logorea.

gdyby nie to, że dzisiaj opuszczę miłe progi domostwa, pewnie wyrzygałabym jeszcze kilka wpisów.

 

 

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
samglam
Czas publikacji:
środa, 19 czerwca 2013 13:13

Polecane wpisy